I jako rzekł, tak i zrobił. Udał się do domu gotów wykonać zadanie króla. Na widok jednak pięknej żony i małych dzieciątek serce zamarło mu w piersiach. Stał i bezradnie załamywał ręce. Żona zaniepokojona jego przygnębieniem spytała o powód.

— Zostaw mnie w spokoju — odpowiedział — mam poważne zmartwienie, ale nie mogę ci ujawnić przyczyny.

Kobieta więcej nie nalegała. Podała kolację i zabrała się do wykonywania swoich czynności. Mąż jednak nie tknął kolacji. Przeżywał, zmagał się z sobą i cierpiał. W duchu wciąż powtarzał: Co mam zrobić? Czy mam zabić ukochaną żonę? Czy mam pozostawić dzieci bez matki?

Tymczasem żona ułożyła się z dziećmi do snu. Mąż wydobył wtedy miecz i podszedł do śpiącej. Już podniósł go, aby uderzyć, gdy nagle zobaczył, że najmłodszy synek leży przytulony do piersi żony, a starszy śpi z główką opartą o jej plecy. Załamał się.

— Co na Boga chciałem uczynić? — szepnął zrozpaczony.

Ze wzruszenia zaczął się trząść.

— Przecież te małe, niezaradne jeszcze dzieci bez matki niechybnie umrą.

Oprzytomniał. Opuścił miecz, po czym wsunął go do pochwy. Szatana, który namówił go do zabójstwa, energicznie odpędził od siebie. W kilka chwil potem znowu się zawahał. Czy słusznie postąpił rezygnując z córki króla, władzy i bogactwa? I znowu wyciągnął miecz, aby zabić żonę, ale ujrzawszy jej długie, piękne włosy oplecione wokół dzieci, jakby chciała je w ten sposób obronić, rozczulił się nad ich losem i ostatecznie zrezygnował z zabicia żony.

— Gdyby nawet — powiedział do siebie — król oddał mi swój pałac wraz z całym majątkiem, nie zabiję żony.

Z samego rana zjawili się w jego domu wysłannicy króla i zaprowadzili go do pałacu. Tam stanął przed obliczem Salomona, który zapytał go, czy wykonał zadanie. W odpowiedzi mąż tak rzekł: