— Masz zabić męża. Będziesz wtedy wolna i ja cię pojmę za żonę.
— Skoro tak, to się zgadzam.
Tej kobiecie — pomyślał król Salomon — można z całą pewnością wierzyć, że zabije swego męża. Trzeba więc zastanowić się, co uczynić, aby niewinny i porządny człowiek nie zginął.
Po głębszym zastanowieniu wręczył kobiecie miecz odlany z cyny. Wprawdzie pięknie błyszczał, ale był tępy i do zabijania raczej się nie nadawał.
Kobieta wzięła miecz i udała się do domu. Kiedy wieczorem mąż wrócił z pracy, przywitała go z niezwykła czułością. Słowo „kochany” nie schodziło jej z ust. Mąż był wniebowzięty. Razem zjedli kolację, razem trochę wypili. Razem się weselili. W oczekiwaniu na przyjemną noc mąż zapytał:
— Co masz w planie tej nocy, moja miła?
— Chcę się z tobą do syta nacieszyć. Musimy jeszcze raz to oblać. Chcę, żebyś tej nocy dobrze sobie popił.
Mąż ucieszył się z tej propozycji i tęgo sobie popił. Wkrótce zapadł w głęboki sen.
Żona utwierdziwszy się, że mąż pogrążony jest w głębokim śnie, wyjęła miecz i zaczęła nacinać mu skórę na szyi. W jednej chwili mąż się obudził i widząc żonę z mieczem w ręku, zawołał:
— Skąd wzięłaś miecz? Co chciałaś zrobić? Mów, bo rozszarpię cię na strzępy.