I schyliwszy się w głębokim ukłonie przed Bogiem, polecił wartownikom otworzyć bramę.

Judyta ze służącą wyszły z miasta i skierowały się do obozu wroga. Ci, którzy stali na murach, odprowadzali ją wzrokiem aż do chwili, kiedy zaczęła schodzić w dolinę.

Na skraju doliny Judyta natknęła się na pierwszy posterunek wroga. Na pytanie żołnierzy, kim jest i dokąd idzie, odpowiedziała:

— Jestem Żydówką. Kiedy zobaczyłam, że memu miastu grozi upadek, postanowiłam uciec. Zaprowadźcie mnie do waszego wodza, bo chcę mu wskazać drogę do szybkiego zdobycia miasta i całego kraju.

Pierwszą reakcją żołnierzy, którzy usłyszeli słowa Judyty, była pogarda dla zdrajczyni własnego narodu. Pohamowali się jednak i udając zadowolenie powiedzieli:

— Dobrze zrobiłaś przechodząc na naszą stronę. Dzięki temu ocaliłaś życie. Nasz wódz jest dobrym człowiekiem. Zaprowadzimy cię do niego. Za to, że pomożesz w szybkim zdobyciu miasta, sowicie cię wynagrodzi.

Zaprowadzili Judytę do namiotu Holofernesa. Leżał na bogato zdobionym posłaniu. Nie spał, tylko drzemał. Raz po raz otwierał oczy. Przez otwór w namiocie zobaczył świecące w ciemnościach pochodnie. Zerwał się z posłania. To żołnierze oświetlali Judycie drogę do jego namiotu. Wyszedł jej na spotkanie. Judyta widząc przed sobą Holofernesa, padła mu do nóg. Podniósł ją i powiedział:

— Nie bój się, niewiasto! Dlaczego uciekłaś i co ważnego masz mi do powiedzenia?

— Cierpienia mego narodu osiągnęły już szczyt. Ludzie w mieście umierają z pragnienia. Nie ma wody i wkrótce zabraknie chleba. To Bóg pokarał ich za grzechy. Odda ich na śmierć w twoje ręce, bo jest Bogiem zemsty, który nie wybacza nikomu grzechów. W tej sytuacji pomyślałam sobie: co mi przyjdzie z tego, że zostanę razem ze swoimi braćmi w mieście? Zginę tak jak wszyscy. Postanowiłam przeto uciec do was, aby przedłożyć ci plan, który wprawi cały kraj w najwyższe zdumienie.

— Jaki to plan?