— Jak ci zapewne wiadomo, nic złego nie może się stać Żydom, dopóki przestrzegają zasad Tory692 i wszystkich przykazań swego Boga. Żydzi wiedzą jednak, że przyjdzie dzień, kiedy zaczną grzeszyć przeciwko Bogu. I oto dzień ten nadszedł. Zbierz wojska i uderz na miasto. Rozgniewany na Żydów Bóg odda je w twoje ręce.

Holofernes przez dłuższą chwilę rozważał propozycję Judyty, po czym oświadczył:

— Masz rację. Owszem, wiem, że Bóg sprzyja Żydom, kiedy są Mu wierni, a mści się na nich, kiedy Go zdradzają. Skąd jednak masz tę pewność, że ten dzień nastał?

— Widzisz, wodzu, mam bardzo konkretny plan. Wydaj zarządzenie, aby żołnierze przepuszczali mnie codziennie do bram oblężonego miasta. Na jego murach stoją tam na warcie znajomi mi ludzie. Od nich się dowiem, jakie nastroje panują wśród Żydów, a zdobyte wiadomości przekażę tobie. Pierwsza będę wiedziała, kiedy zbuntowali się przeciwko Bogu. Ty wtedy ruszysz z wojskiem na miasto, które nie będzie stawiało oporu. Po zdobyciu go pokażę ci drogę do podbicia całej Judei. Zaprowadzę twoje wojska do Jerozolimy. W centrum miasta zbuduję dla ciebie — zwycięskiego wodza — trybunę. Bez oporu z ich strony zagarniesz ich jak stado owiec pozbawione pasterza.

— Pięknie to przedstawiłaś. Jeśli tak się stanie, gotów jestem nawet uznać twego Boga i rozsławić twoje imię w całym imperium.

Urzeczony perspektywą zwycięstwa, zaprosił Judytę do swego namiotu na wspólną kolację.

— Dobrze, zjem z tobą kolację, ale w związku z tym, że jeszcze trochę boję się Boga, będę przestrzegała Jego nakazu w sprawie jedzenia. Dlatego spożyję tylko chleb, który przyniosłam ze sobą.

— A co będziesz jadła, kiedy chleb ci się skończy? W moim obozie nie ma Żyda, który by ci mógł przyrządzić koszerne693 jedzenie.

— Mogę cię zapewnić, że nim skończy mi się chleb, Bóg ukarze Żydów.

Po kolacji jeszcze raz poprosiła Holofernesa, aby wydał rozkaz, na mocy którego żołnierze mieli ją codziennie przepuszczać przez obóz do murów oblężonego miasta.