Holofernes zawołał dowódcę straży, któremu zlecił wykonanie tego rozkazu.

W obozie Holofernesa Judyta spędziła trzy dni. Co noc podchodziła nie zatrzymywana przez straże do murów oblężonego miasta. Stojąc pod murem odmawiała za każdym razem modlitwę do Boga, aby przez nią zesłał Żydom ocalenie. Po powrocie odprawiała post.

Tymczasem nadszedł piąty wyznaczony przez Uzijaha dzień. Tego samego dnia, to jest po trzech dniach przebywania Judyty w obozie, Holofernes urządził ucztę, na którą ją zaprosił.

Judyta przyjęła jego zaproszenie z wielką ochotą. Holofernes był z tego powodu szczęśliwy. Doszedł do wniosku, że zakochał się w tej pięknej Żydówce, która oprócz urody zaimponowała mu mądrością.

Stół był suto zastawiony. Jego kucharz postawił się i przygotował świetne potrawy. Judyta zaproponowała Holofemesowi, żeby przed jedzeniem skosztował wina, które przyniosła ze sobą.

Holofernes zdążył przedtem zjeść kawałek sera, po którym poczuł pragnienie, toteż skwapliwie skorzystał z propozycji Judyty i napił się wina z jej dzbanka.

— Smakuje mi — powiedział — twoje wino i chętnie się znowu napiję. Nalej mi jeszcze raz.

Wkrótce spił się i zwalił na posłanie. Judyta zasłoniła wejście do namiotu i podniósłszy ręce do nieba, odmówiła modlitwę:

— Wielki i potężny Boże! Użycz mi siły, abym mogła zabić tego człowieka, który zamierzał zgładzić Twój naród.

Zdjęła ze ściany namiotu wiszący na niej miecz i dwukrotnie uderzyła nim w szyję Holofernesa. Po drugim uderzeniu głowa Holofernesa odpadła.