— W takim razie nie masz czego szukać w Tyrze. Lepiej udaj się do Jerozolimy. To jest duże i gęsto zaludnione miasto. Tam znajdziesz odpowiednich nabywców.
Kupiec posłuchał jego rady i skierował wielbłądy do Jerozolimy. Tu w bramie miasta znowu spotkał jakiegoś krawca, który go zapytał:
— Czym obładowane są twoje wielbłądy?
Rozgniewało to kupca:
— Zajmij się lepiej, krawcze — krzyknął — swoją robotą i nie pleć głupstw.
Wjechał z wielbłądami do miasta i tu znowu natknął się na krawca, który go zapytał:
— Coś przywiózł na sprzedaż? Chętnie bym od ciebie coś kupił. Jeśli nie starczy mi pieniędzy, sprowadzę znajomego handlarza, który odkupi od ciebie cały towar.
— W takim razie powiem ci: widzisz te worki na grzbietach wielbłądów? Zawierają pieprz.
— Chodź więc ze mną do domu, pokażę ci wszystkie moje złote monety. Jeśli te pieniądze mają obieg w twoim kraju, to zapłacę ci nimi za cały twój towar.
Kupiec nie namyślając się długo, pośpieszył z krawcem do jego domu. Zobaczywszy całe stosy złotych szekli721 wypełniających po brzegi jeden z pokoi, kupiec zawołał: