Na rozkaz cesarza kaci spalili rabbiego Jeszawewa. Po nim kaci wyprowadzili rabbiego Eleazara ben Szamna. Miał wtedy lat sto pięć. Mówiono o nim, że nigdy w życiu nie wypowiedział złego lub zbędnego słowa, że nigdy z nikim się nie kłócił. Był niezwykle skromny. Osiemdziesiąt lat strawił na postach. Było właśnie święto Jom Kippur. Jego uczniowie podeszli do niego i zapytali:

— Rabbi, co widzisz?

— Widzę — odpowiedział — rabbiego Jehudę ben Bawa. Widzę, jak go niosą do łóżka. Dyskutują i studiują.

— Kto rozstrzygnie ich spór?

— Rabbi Izmael, arcykapłan.

— Kto zwycięża?

— Rabbi Akiba. On bowiem poświęcił wszystkie swoje siły Torze. Widzę również, jak dusza każdego cadyka oczyszcza się w wodzie Syloh799, żeby móc stanąć przed obliczem niebiańskiego sądu i słuchać kazania rabbiego Akiby ben Josef, który dzisiaj właśnie będzie przemawiał na temat dnia. I widzę, jak aniołowie podstawiają każdemu cadykowi złote krzesło.

Cesarz rozkazał uśmiercić rabbiego Eleazara. Kiedy to się stało, rozległ się głos z nieba:

— Dobrze ci, rabbi Eleazarze ben Szamna, boś był czysty i dusza twoja jako oczyszczona opuściła ciało.

Cokolwiek Żyd uczyni, będzie to naganne