Żył ongiś w Erec Israel884 wielki uczony rabbi, arcyprzyzwoity Żyd imieniem Meir885. Na każde święto zwykł był na piechotę pielgrzymować do Jerozolimy886. Tu zatrzymywał się u rzeźnika reb Jahudy. Ten miał żonę słynną z piękności, dobroci i pobożności. Kiedy rabbi Meir bawił u nich podczas świąt, okazywała mu cześć i szacunek.

Po jakimś czasie piękna żona Jehudy zmarła i wdowiec ożenił się po raz wtóry. Zdarzyło się, że rzeźnik musiał tuż przed świętami wyjść z domu. Przed wyjściem powiedział do żony: jeśli rabbi Meir, człowiek wielce uczony w Piśmie, w czasie jego nieobecności zawita do nich, powinna mu okazać szacunek, zaprosić do stołu i ugościć jak najlepiej.

Żona obiecała postąpić tak, jak mąż jej polecił. Przed świętem przybył rabbi Meir do Jerozolimy i zatrzymał się w domu rzeźnika. Na pytanie rabbiego, gdzie jest gospodyni domu, nowa żona rzeźnika odpowiedziała, że to ona właśnie. Oświadczyła też, że mąż zlecił jej przyjąć go z należnym szacunkiem.

— Mogę rabbiego zapewnić — dodała — że uczynię to jeszcze lepiej niż pierwsza żona mego męża.

Rabbi Meir nie mógł uwierzyć, ponieważ nie miał pojęcia o śmierci pierwszej żony. Wyszedł wtedy na miasto, odszukał rzeźnika i zapytał go, czy to prawda. Rzeźnik potwierdził słowa żony. Rabbi Meir wrócił do domu rzeźnika, którego żona tymczasem przygotowała dla gościa wspaniały posiłek. Podawała mu do stołu jedzenie i napoje. Rabbi Meir był bardzo przystojnym młodzieńcem i żona rzeźnika zapałała do niego miłością. Zaczęła mu podawać jedną szklankę wina za drugą. Wkrótce rabbi Meir był już tak pijany, że nie wiedział, gdzie się znajduje. Kobieta położyła go wtedy do łóżka i rozebrała do naga. Na drugi dzień rabbi Meir udał się do bóżnicy887 na modlitwę. Po powrocie zastał znowu suto zastawiony stół. Żona rzeźnika nie przestawała się do niego uśmiechać. Bez przerwy też starała się z nim rozmawiać. Rabbiego Meira zaskoczyło jej bezczelne zachowanie się, toteż odwrócił od niej głowę.

— Dlaczego odwracasz głowę? — zapytała go. — Dlaczego nie chcesz patrzeć na mnie? W nocy byłeś dla mnie dobry, wcale się tego nie wstydziłeś. Dlaczego więc teraz się wstydzisz?

— To kłamstwo — zawołał rabbi Meir.

Ona jednak udowodniła mu, że wcale nie kłamie. Wtedy rabbi Meir z goryczą w głosie zawołał:

— Biada mi! Sprzeniewierzyłem się Torze888, której się uczyłem i którą innym wykładałem. Co ja teraz pocznę? Pójdę do przełożonego jesziwy889 i zwierzę mu się z grzechu. Każdą przez niego nałożoną pokutę przyjmę i odbędę.

Pełen wyrzutów sumienia i nie przestając płakać wrócił do domu. Krewnym, którzy zaniepokoili się jego stanem ducha, opowiedział o tym, co się stało. Ci oświadczyli, że nie ponosi winy. On jednak udał się do przełożonego jesziwy w Babilonii890 i opowiedział, co mu się wydarzyło.