— Przyjdź jutro — oświadczył przełożony jesziwy. — Jutro dam ci odpowiedź.
Na drugi dzień przełożony jesziwy powiedział do niego:
— Szukałem w księgach odpowiedzi i znalazłem takie oto wyjaśnienie: Zasłużyłeś na to, żeby cię rzucić na pożarcie dzikim zwierzętom.
— Przyjmuję to rozwiązanie — oświadczył rabbi Meir.
Przełożony jesziwy zawołał mocno zbudowanych mężczyzn i zarządził:
— Zwiążcie mu ręce i nogi i zanieście do lasu. Sami macie wleźć na drzewo i z wysokości obserwować, co się z nim stanie. Z pewnością dzikie zwierzęta go pożrą. Wtedy przyniesiecie jego szkielet i pochowamy go, a ja sam odprawię nad jego zwłokami uroczysty hesped891.
Obaj mężczyźni związali rabbiego Meira i zanieśli do lasu. Usadowili się na wierzchołku drzewa i obserwowali, co się w dole dzieje. Wtem z zarośli wynurzył się ogromny lew. Ostrożnymi krokami zbliżył się do związanego rabbiego. Obwąchał go i nie uczyniwszy mu najmniejszej szkody, odszedł.
Następnego dnia rano obaj mężczyźni zanieśli żywego rabbiego Meira do przełożonego jesziwy.
— Zanieście go do lasu po raz drugi — oświadczył przełożony jesziwy.
Następna noc przebiegła tak samo jak poprzednia. Lew, obwąchawszy rabbiego Meira i nawet przewróciwszy go na drugą stronę, nawet go nie ugryzł. Przełożony jesziwy polecił jeszcze raz zanieść rabbiego Meira do lasu. Tym razem lew odgryzł rabbiemu Meirowi malutki kawałek ciała. Przełożony jesziwy zawyrokował wtedy: