— Daj mi chociaż trzydzieści dni. Pozwól mi pożyć choćby jeszcze siedem dni, siedem dni weselnej uczty.
— Nie dam ci nawet jednego dnia. Twój czas bowiem nadszedł.
— To pozwól mi pożegnać się z żoną.
— Na to mogę się zgodzić. Idź i wracaj szybko.
Młodzieniec wszedł do pokoju żony. Zastał ją w rozpaczliwym stanie. Zanosiła się płaczem. Na jego widok wstała z krzesła, podeszła do niego i pocałowała.
— Z czym przychodzisz, mój kochany?
— Przychodzę pożegnać się z tobą. Nadszedł dla mnie czas rozstania z życiem. Anioł Śmierci przyszedł po moją duszę.
— Nie wracaj do niego! Siedź tutaj i czekaj na mnie. Ja z nim pogadam.
Poszła do pokoju, w którym siedział anioł, i z miejsca go spytała:
— Przyszedłeś zabrać duszę mego męża?