— Golec939 — powiedzieli — jego towar śmiechu wart. Jak można wyruszyć w tak daleką drogę bez niczego?

Kiedy statek znalazł się na pełnym morzu, dopadła go piracka łódź. Piraci wtargnęli na pokład i doszczętnie obrabowali kupców. Zdarli z nich nawet ubrania. Po przybiciu do portu kupcy znaleźli się w dramatycznej sytuacji. Bez pieniędzy, bez czegokolwiek do sprzedania, bez kawałka chleba. W dodatku był to kraj obcy. Na życzliwość obcych ludzi nie mogli liczyć. A co się stało z naszym uczonym? Ten skierował kroki do beit hamidraszu940. Zajął miejsce, sięgnął po książkę i zaczął nauczać. Zebrani ludzie od razu spostrzegli, że mają do czynienia z wielkim uczonym. Z należną uczonemu czcią i szacunkiem dali mu mieszkanie i zaopatrywali w żywność. Najznakomitsi ludzie z miasta towarzyszyli mu zawsze podczas przechadzek po mieście. Widząc to, kupcy, którzy byli z nim na statku, poprosili o przebaczenie za swoje postępowanie i o wstawienie się u władz miasta, żeby mogli dostać choćby najmniejszą pomoc. Są bowiem głodni i bezdomni.

Uczony obiecał pomóc, ale jednocześnie przemówił im do rozumu i do sumienia.

— Czy nie powiedziałem wam, że mój towar jest większy i cenniejszy od waszego? Macie ewidentny przykład: wasz towar przepadł, a mój pozostał nietknięty. Tora — nauka, to najcenniejszy towar.

Co w sercu, to i na języku

Człowiek powinien wyrazić słowami to, co w głębi serca naprawdę czuje. Innymi słowy, co w sercu, to i na języku.

Pewnego razu zabrakło soli w mieście. Towarzystwo Poganiaczy Osłów zwąchało w tym interes. Postanowiono więc objuczyć osły pustymi workami i udać się do blisko położonego miasta, w którym soli było pod dostatkiem. Zakupi się tam po obniżonej cenie dużo soli i sprzeda się ją w swoim mieście po wygórowanej cenie. Złoty interes.

Na czele Towarzystwa Poganiaczy Osłów stał człowiek, który na co dzień zajmował się uprawianiem pola. Kiedy delegaci towarzystwa przyszli do niego, aby objął kierownictwo nad wyprawą po sól, oświadczył, żeby zaczekali z wyjazdem do jutrzejszego dnia, ponieważ dzisiaj orze pole i nie może wyjechać. Zaczekajcie — powiedział im — aż skończę orkę. Poganiacze osłów zgodzili się zaczekać. Zadowoleni wrócili do domu. Naczelnik kazał im czekać do jutra, gdyż chciał po prostu ich oszukać. Sam wyprawi się po sól, gdy ci będą na niego czekali. Do żony zaś tak powiedział:

— Dam ci znak. Kiedy tylko wyjdę z domu i na ulicy będą ludzie, powiem ci na głos, żebyś mi podała jarzmo941 potrzebne przy oraniu. Ty mi wtedy podasz siodło. Kiedy powiem ci, żebyś mi podała dzban wody potrzebnej mi w polu do picia, podasz mi duży worek.

Przed świtem wszystko się odbyło tak, jak zaplanował. Żona wykonała jego polecenie, a on włożył na osła worek i wyruszył w drogę. Jego towarzysze w tym czasie spali w najlepsze. Kiedy słońce wzeszło, towarzysze naczelnika przybyli pod jego dom, żeby się z nim zabrać do miasta po sól. Sąsiedzi powiedzieli im, że jeszcze przed świtem wyruszył na pole. Poganiacze osłów udali się więc w drogę bez niego. Spotkali go, kiedy wracał już z tamtego miasta. Nie wracał z pustymi workami. Wiózł z sobą worek soli.