— Bo nie przynosi to Bogu zaszczytu.
Antoniuszowi odpowiedź rabbiego nie spodobała się. Świątobliwy rabbi zaczął się zastanawiać, jak przekonać cesarza. Myślał i postanowił. Raniutko, skoro świt, wpadł do sypialni cesarza i powitał go tymi słowy:
— Bądź pozdrowiony, szanowny cesarzu.
Po godzinie znów przyszedł do cesarza i zawołał:
— Bądź pozdrowiony, imperatorze.
Odczekał jeszcze jedną godzinę, po czym znowu zawitał w progi pałacu.
— Pokój tobie, królu — powiedział wchodząc do sali tronowej.
Antoniusz stracił cierpliwość. Z oburzeniem w głosie zawołał:
— Dlaczego kpisz sobie z króla?
— Niech twoje uszy słyszą to, co twoje usta mówią — odpowiedział rabbi. — Jeśli ty, człowiek śmiertelny, nie możesz ścierpieć tego, że co godzinę przychodzi człowiek i składa ci hołd, to tym bardziej Bóg, który jest królem królów, nie może znieść tego, żeby co godzinę obciążano go modlitwą.