— Dawniej — oświadczył — byłem poganinem i służyłem bożkom z drewna i kamienia, ale teraz jestem Żydem i nie wolno mi już kłaniać się tworom ludzkich rąk.

To rzekłszy, osiodłał osła i opuścił miasto, żeby nie pozostać wśród swoich, którzy hołdowali wielobóstwu. Po dotarciu do odległego miasta natknął się przed murami na kapłana, który w towarzystwie licznych pogan stał przy bramie prowadzącej do środka. Prozelita1015 pomyślał, że pogański kapłan wyszedł mu naprzeciw, żeby go ukarać za zmianę wiary. Ze strachu zeskoczył z osła. Ten, pozbywszy się ciężaru, szybko pomknął w dal. Ludzie towarzyszący kapłanowi pomyśleli, że nasz prozelita spadł z osła i zaraz pośpieszyli mu z pomocą. Wzięli go za ręce i powiedli do kapłana. Teraz dopiero ogarnęło go prawdziwe przerażenie. Usłyszawszy jednak słowa, którymi zwrócili się do kapłana: „biedny starzec spadł z osła” — uspokoił się. Tymczasem ktoś pobiegł za osłem i przyprowadził go. I tak szczęśliwie zakończyła się przygoda naszego prozelity. Należy przypuszczać, że obroniła go Tora, której był wierny.

Niesłuszne podejrzenie

Tak się złożyło, że pewien stary podróżny zatrzymał się w domu pobożnego męża. Gospodarz przyjął gościa z wielkimi honorami. Kiedy zbliżyła się godzina obiadu, żona gospodarza zapytała:

— Co mam ugotować na cześć gościa?

— Naszego człowieka — uzupełnił gospodarz.

Kiedy starzec usłyszał to, pomyślał, że wpadł w ręce ludożerców. Dzisiaj, powiedział sobie w duchu, zje się z mego powodu człowieka, a potem, kiedy zjawi się inny gość, zjedzą mnie na jego cześć. Długo się nie zastanawiał i po cichu, kiedy nikt tego nie zauważył, wykradł się i udał się do innego domu.

Nadszedł wieczór, a z nim czas na kolację. Pierwszy gospodarz zaniepokojony nieobecnością gościa, wyszedł z domu, żeby wywiedzieć się u sąsiadów, czy czasem go nie widzieli.

— Widziałem — oświadczył mu jeden z sąsiadów — jak wchodził do tego i tego domu.

Gospodarz natychmiast wstąpił tam. Zastał swego gościa przy jadalnym stole. Zapytał go: