Tymczasem dobry człowiek, który oddał swój chleb zabłąkanemu w polu biedakowi, usiadł pod drzewem. Jego towarzysz usiadł w innym oddalonym od drzewa miejscu.
— Teraz jestem pewny, że zdarzy się cud — powiedział rabbi Chija.
Usiedli na trawie i nie spuszczają oka z siedzącego pod drzewem dobrego człowieka. I oto widzą, jak przed siedzącym pod drzewem ukazuje się ognisty słup.
— Biada temu człowiekowi, zaraz zginie.
— Nie! Jestem pewny, że Bóg uczyni cud i zostanie uratowany — powiedział rabbi Josi.
Tymczasem z drzewa zsunął się wąż. Powoli zbliżał się do dobrego człowieka. Za chwilę śmiertelnie go ukąsi. I oto ognisty słup spada na węża i spala go. Po chwili, zatoczywszy krąg nad głową dobrego człowieka, ognisty słup ginie z oczu.
— A nie mówiłem ci — powiedział rabbi Josi — że Bóg uczyni cud i dobry człowiek nie utraci zasługi za swój zbożny uczynek.
Po chwili dobry człowiek obudził się, wstał i ruszył w dalszą drogę. Obaj, rabbi Chija i rabbi Josi, przystąpili do niego i dali mu się najeść, po czym opowiedzieli o cudzie, który zdarzył się podczas jego snu.
Mały pieniądz, duża micwa1033
Biedny człowiek przechodząc obok reb1034 Icchaka zauważył w jego ręku pół srebrnika.