— Jestem Tristan, ten, który tak kochał królowę i który będzie ją kochał aż do śmierci!
Na to imię Izolda westchnęła, zmieniła barwę na licu i zgniewana rzekła:
— Idź precz! kto cię tu wpuścił! Idź precz, nędzny szaleńcze!
Szalony spostrzegł jej gniew i rzekł:
— Królowo Izoldo, żali nie przypominasz sobie dnia, w którym schorzały od zatrutej szabli Morhołta, wziąwszy swą lutnię na morze, przybiłem do twych brzegów? Tyś mnie uleczyła. Nie przypominasz już sobie, królowo?
Izolda odparła:
— Idź precz stąd, szaleńcze, ani twoje zabawy nie są mi miłe, ani ty.
Wraz obłąkany obrócił się ku baronom i pędził ich do drzwi, krzycząc:
— Precz stąd, szaleńcy! Dajcie mi samemu uradzać z Izoldą: przyszedłem tu, aby jej świadczyć miłość.
Król uśmiał się, Izold sczerwieniała: