— Królu, wygnaj tego mózgowca!
Ale ów odparł, wciąż dziwacznym głosem:
— Królowo Izoldo, żali nie przypominasz sobie wielkiego smoka, którego zabiłem na twej ziemi? Ukryłem język w pludrach i zżarty jego trucizną upadłem wpodle bagniska. Był ze mnie wówczas gracki rycerz!... Czekałem śmierci, kiedyś mi przyszła z pomocą.
Izold odparła:
— Milcz, zniewagę czynisz rycerzom, zrodziłeś się bowiem i umrzesz tylko mózgowcem. Przeklęci niech będą żeglarze, którzy cię tu przywiedli, zamiast cię wrzucić w morze.
Szalony wybuchnął śmiechem i ciągnął dalej:
— Królowo Izoldo, nie przypominasz sobie kąpieli, w której mnie chciałaś zabić własnym mieczem? opowieści o Złotym Włosie, która cię uśmierzyła? i jak cię obroniłem przeciw kasztelanowi o zajęczym sercu?
— Zamilcz, lichy bajarzu! Po co przyszedłeś opowiadać tu swoje majaki. Upiłeś się wczoraj wieczór, bez ochyby, i pijaństwo zlęgło w tobie te brednie.
— To prawda, jestem pijany i takim napojem, iż nigdy to pijaństwo się nie rozproszy. Królowo Izoldo, żali nie pomnisz tego tak pięknego, upalnego dnia na pełnym morzu? Uczułaś pragnienie, nie pamiętaszże tego, córo królewska? Piliśmy oboje z jednego puchara. Od tego czasu byłem zawsze pijany i złym pijaństwem...
Skoro Izold usłyszała te słowa, które ona jedna mogła zrozumieć, ukryła głowę w płaszczu, podniosła się i chciała odejść. Ale król przytrzymał ją za gronostajowy płaszcz i posadził u boku: