— Niech ci więc będzie. Utrzymywali tedy, że godzi ci się oczyścić przysięgą i próbą żarzącego żelaza. „Królowa, powiadali, żali nie powinna sama żądać sądu? Cóż by ją to kosztowało?... Bóg jest wierny sędzia; rozprószyłby na zawsze dawne oskarżenia...” Oto, co gadali. Ale zostawmy to wszystko. Wygnałem ich, powiadam.
— Panie, każ, niech wrócą na dwór. Oczyszczę się przysięgą.
— Kiedy?
— Dziesiątego dnia.
— To bardzo bliski termin, miła!
— Aż nadto daleki dla mnie. Ale żądam, abyś tymczasem wezwał króla Artura, iżby przyjechał z wielebnym Gowenem, z Żyrfletem, kasztelanem Ke i stoma ze swego rycerstwa aż do granic tej ziemi, do Białej Równi, na brzeg rzeki, która dzieli wasze królestwa. Tam wobec nich chcę złożyć przysięgę, a nie jedynie przed twymi baronami: ledwie bym bowiem przysięgła, baronowie żądaliby jeszcze nałożyć nową próbę i nigdy nie skończyłyby się nasze męczarnie. Ale jeśli Artur i jego rycerze staną za rękojmię sądu, nie ośmielą się.
Podczas gdy heroldzi wojenni pomykali ku Karduel jako posłowie króla Marka do króla Artura, Izolda posłała tajemnie do Tristana giermka swego płowowłosego Perynisa, wiernego służkę.
Perynis pobiegł przez lasy, unikając zdeptanych ścieżek, aż dotarł do chatynki leśnika Orri, gdzie od wielu dni Tristan nań czekał. Perynis oznajmił, co zaszło: nowy podstęp zdrajców, termin sądu, godzinę i dzień naznaczony.
— Rycerzu, pani moja zaleca, abyś w oznaczonym dniu pod szatą pielgrzyma, tak zręcznie przebrany, aby cię nikt nie mógł poznać, bez broni, znalazł się na Białej Równi. Aby się dostać na miejsce sądu, trzeba jej przebyć rzekę w łodzi; na przeciwnym brzegu, tam, gdzie będą rycerze króla Artura, zaczekasz na nią. Bez wątpienia wówczas będziesz mógł przyjść jej z pomocą. Pani moja lęka się dnia sądu: pokłada wszelako ufność w przychylności Boga, który już zdołał ją wyrwać z rąk trędowatych.
— Wracaj do królowej, miły, dobry druhu Perynisie: powiedz, iż spełnię jej wolę.