Ne vus sans mei, ne jo sans vus.
Marie de France
Dynas wrócił tedy do Tyntagielu, wstąpił po schodach i wszedł do sali. Pod baldakinem król Marek i Izolda Jasnowłosa siedzieli przy szachownicy. Dynas zajął miejsce na zydlu wpodle królowej, jak gdyby przyglądał się grze i po dwakroć udając, że wskazuje figury, położył rękę na szachownicy. Za drugim razem Izolda poznała na palcu pierścień z jaspisu. Natychmiast odechciało się jej grania. Trąciła lekko ramię Dynasowe w taki sposób, że kilka pieszków przewróciło się.
— Widzisz kasztelanie — rzekła — zburzyłeś mi grę i to tak, że nie sposób jej podjąć.
Marek opuszcza salę, Izolda chroni się do komnaty, każe wołać kasztelana do siebie:
— Panie miły, jesteś posłańcem Tristana?
— Tak, królowo, jest w Lidanie, ukryty w mym zamku.
— Żali prawda, że pojął żonę w Bretanii?
— Królowo, powiedzianoć prawdę. Ale on upewnia, iż cię nie zdradził; iż ani na dzień nie przestał cię miłować nad wszystkie inne; że umrze, jeśli cię nie ujrzy bodaj jeden raz. Błaga, byś zgodziła się na to w imię przyrzeczenia, które dałaś mu ostatniego dnia, gdy mówił z tobą.
Królowa słuchała przez chwilę, myśląc o drugiej Izoldzie. Wreszcie odparła: