Nieraz tak bardzo tęskno mi za Wami Kochany Ojcze, aż w oczach mam łzy...

O czemuż nasze życie innemi drogami dziś idzie, i w innej stronie ja i Ty.

Jeden tylko ojciec, dopóki przy grobie córka go nie stanie pożegnać na wieki...

Jeden żeś jest ojciec, o czemuż jam dziś nie przy Tobie,

Aż póki ci śmierć zamknie twe drogie powieki...

I skarga wciąż dźwięczy w mym słowie, z ócz14 łzy spływają obficie...

A któż na pytanie mi dzisiaj odpowie, dlaczego bez ojca me życie?

Ułożony dnia 7 XII 1926 roku

Ja często układam wiersze i mam ich bardzo dużo, lecz wszystkie są przepełnione bólem, wielką tęsknotą i łzami, tak smutnej treści są me wiersze, jak smutna jestem zawsze ja. Ale muszę wrócić, za daleko odbiegłam od pisania doli bezrobotnych. Moja matka trzy tygodnie temu zakończyła pracę na dwa dni, oj, wymarzła się ona nieraz, sześć godzin przebyć na mrozie w lichym obleczeniu15 i obuwiu lichym, to jest coś okropnego! I przy tym musiała wychodzić wczas, a przychodziła późno, bo bardzo daleko ta szosa, na której pracowała, a gdy przyszła do domu, nie mogła się ogrzać, gdyż węgla nam ma starczyć pół ćwierci na cały tydzień, więc wystarczy tylko, aby obiad ugotować, i to trzeba bardzo oszczędnie kłaść. Oprócz 8 zł tygodniowo nie ma znikąd grosza, wprost nie jest w stanie opisać tej męki, jaką trzeba przechodzić w tej nędzy. Z tego powodu matka się wiecznie kłóci ze mną, bo gdy chcę prać, to już w mieszkaniu istne piekło, matka nie ma na mydło, kupi więc za 20 groszy mały kawałeczek i muszę tym wyprać, a gotować bielizny mi nie da, bo szkoda węgla. Przegląda kawałki bielizny, czy wszystko jest bardzo dobrudzone, bo gdy nie bardzo, to mi nie da tego lub innego kawałka prać. Ja również wiem, że nie mam czym doprać dobrze, to chcę chociaż prać nie bardzo dobrudzone, z tego powodu hałas. To znowuż, gdy wieczorem chcę trochę posiedzieć przy pisaniu lub czytaniu, to matka, będąc już od czwartej na łóżku, nie pozwoli mi zaświecić lampy, więc z płaczem idę razem ze schyłkiem dnia spać, a gdy wstanę, to czuję ból we wszystkich członkach ciała i głowa okropnie mnie boli. Gdzież to nie będzie boleć spać 15 godzin od 4 do 7 rano, a leżenie na łóżku też nie należy do przyjemności, gdy na nim leżą trzy osoby: matka, braciszek i ja. I dużo, dużo nie do opisania jest kłótni z nędzy. Nawet o sól się matka kłóci, żeby mało solić, bo szkoda. I gdzież tu żyć w zgodzie z nędzy. Głupie jest to przysłowie: „Gdy rodzina żyje w zgodzie, to jej bieda nie dobodzie”. Powinno brzmieć ono teraz inaczej, według mego zdania, a mianowicie tak: „Gdzie bieda bodzie, tam się żyje w niezgodzie”. Czy nieprawda, że tak byłoby aktualniejszym przysłowiem?

Następnie opiszę szczerze naszą wigilię.