nawoływania ratunku jakieś osoby mieszkającej obok

Tak sobie siedziałem z zimną herbatą i myślałem o nich

Te ich piski ścierały się ze mną, ja tylko patrzyłem

Z czasem nawet na mych ustach pojawiał się uśmiech

taki pasujący do tej boskiej komedii za kurtynami

Pewnego dnia z nudy, z cynizmu zacząłem liczyć ich ból

500 razy krzyczała, płakała wraz z dzieckiem, liczyłem

z pietyzmem, z delikatnym uśmiechem prawie że szaleńca

Już byłem w połowie tysiąca, gdy nagle zmarłem

Śmierć przez poparzenie nieszczelną instalacją elektryczną