Nadchodzisz, w mordzie trzymając swe kości zmiażdżone jak puchar

twym własnym pyskiem i tonowym naciskiem na siebie samego

Twój wątek przeplata się gdzieś we mnie rozpiętej i zgniecionej

mieni się w okolicy, dając znać, że się jawił kiedyś jako Pseudohelios

okrutnie biczujący swymi promieniami twarze pobielone rozpaczą

rytmicznie uderzając w ich skóry, jak w bębny bolesno-dźwięczne

Pieśń dziewiąta. Pseudohelios wyje

Ksandzie, Podargu, Ajtonie i Lamposie żelazny

gdzie się podziało wasze ostre, końskie włosie

wasze gęste grzywy zasłaniające mi głębokie doły