Otwarte na roścież złamania kurtynami się kłaniają przed Wijem

Trzaskają nieznanymi instrumentami, ni z dźwięków, ni z nazwy

Trzymają proporce połamane, sklejane klejami kostnymi

Niosą sztandary prześmiewcze na wymiętych kręgosłupach

Tańczą, wykrzywiając swe dusze kolorowe, ludowe, osty

Zakreśla procesja kręgi siedmiokrotnie, zawracając szybko

Należy przecież uzewnętrzniać uwielbienie dla Albinosa

zapewne jest on bardziej pociągający w grubych szatach

Oni są z obrazów pociętych, ze słów, ze zdań ściegiem skręcanych.

jeszcze bardziej skołtunione, pełne warkocze wiszą, brzemienne