ciągle w poszukiwaniu mętnych granic dna stawów

Węgorze czarne prześlizgują ci się między zębami

gdy milczysz, także się kłębią, jak po bitwach morskich

To ich umykanie, zakreślone grzbiety, słowa ze śliny

nie odczytywalne przez wróżbitów ani grafologów

Pochwycam cię, by w ich centrum oś ruchu zanikła

powodując ich nienaturalny chaos i rozwarstwienie

Podzielić je, rozwarstwić precyzyjnie w podroby

na filety bez kręgosłupów dawnych, ości ukrytych

na skóry preparowane i suszone w pełnym słońcu