Ciągle zapomnieć nie mogę, choć chłepczę tę maź

Czynić tak muszę na pamiątkę tego, że musiałem pić

dużo lekarstw uspokajających, zapominając na zawsze

czym laur zwycięstwa jest odkupiony, medale spoczywające

w komodzie sosnowej, nie było gdzie ich położyć

To była krwawa jatka, nikt już tego prawie nie pamięta

Mnóstwo rannych, sami zabici, piekło na ziemi

choć teraz nie jestem pewien używania tej metafory

Walczyliśmy w kurzu czarnej chmury z deszczem kwaśnym

Nadchodziła burza gniewu, dla nas, dla mas wyginanych