Miałam parę tysięcy zdjęć z różnymi trupami pozującymi

w ekstazach cierpienia, bólu zatrzymanego na papierze

Śmierć zdarzyła się porą deszczową, gdy odpoczywaliśmy

po nocnych eskapadach na dachach świata bezkarnego

Do naszego pilnie obserwowanego pałacu wjechała armia

Byli wśród nich zbójcy wyszkoleni do przerywania uczt

W pałacu wszyscy zostali zastrzeleni, nawet psy w ogrodzie

Gdy wtargnęli do sypialni byłam nieprzytomna, naga

Podszedł do mnie sędzia, strzelając z hebanowego pistoletu

w głowę jasną, całą w lokach z dawna zapętlonych w kołtuny