Kształty zdają się wykrzywiać, układać w drastyczne chichoty

Żadna farba w paletach, żaden pędzel ni szmata, bez podłoża

Maluj się, maluj, bazaltowy wielkoludzie, idą po ciebie

maluj się w ostatnich pejzażach wewnętrznych, bo za chwilę

za chwilę nie będziesz mógł już nic mówić, z bólu układać

Twój język się zmiesza bardzo, język się zmiesza ze wstydu

Ostatnie to płótna, ostatnie obrazy malowane przed śmiercią

gdy drzwi się domkną, ścisną się one wokół ciebie na zawsze

zawiną się wokół, kneblując twe ujścia bramami piekielnymi

porosty będą się już tylko tobą odżywiać i gnuśnieć z bólu