Stoję w oknie nad brzegiem morza, wypatrując powrotu

Wszystkie trzy nogi już mi drętwieją przez me pozowanie

Ciężarna jestem wobec pieśni pęczniejących w przełyku

Po cóż przechodzić szlakami mglistymi przez lasy?

Po cóż przechodzić szlakami mglistymi przez siebie?

W pojedynku pojedynczo ciągle jesteśmy zagubieni

między kopytami porzucamy się na chwilę, na momenty

Świadoma relacji barwnych i praw kontrastów jestem

ciągle rozstrzygana, rozstrzygająca się w wielobarwności

Przebiegając przez przebieralnie mnogie, w pędzie pochwycę