dla tego niewidocznego taksówkarza z czarnym uśmiechem

Chomikowe policzki napełnię pieśniami, będę je jeść

gdy chlebak pozostanie pusty i bidony wystygną

Wtedy złożę z nich kadzidło, złoto, mirrę dla przestrzeni

dla przestrzeni pytających, zostających w wolnym oddechu

Teraz szukam swego podobieństwa znów, lecz trzy echa słyszę

milkną z wolna dźwięki wysokie, niskie

wyskakują jeszcze przede mnie, bym sobie laurki sama sprawiła

Laury pachnące na wieczną pamiątkę śmierci moich potakujących

Potakujące śmierci zgadzające się na datę i godzinę zgonu