Kimże jestem teraz, gdy siedzę na kanapie, spijając ostatnie nuty

kokosowym starcem, karuzelą made in Purgatorium malowaną?

Może jestem w brunatnym wbiciu ciast ciągle się przypalających?

Segregując odpady do trzech koszyków, ciągle przymrużam oczy

Mrużę je, by być sędziną zaprawdę sprawiedliwą i litościwą

Jakże niepurpurowe są me szaty, lekka biel łasi się do mnie

Wszystko znów zabiorę do siebie, zlepię grzbiet zbioru pieśni

Musi być on tłusty, chroniący przed wiecznością uczulającą

mało ciągle na jej temat w miarę szczegółowych przewodników

Nikt nie wskaże nam odpowiednich linii autobusowych, nazw ulic