Jednakże wszystkie z dala gdzieś krążyły na orbicie

Mieszkałem jako prawie trup słoneczny trochę w Italii

Mój pierwszy syn, Faeton, nie mógł patrzeć na mnie

nawet w słonecznych okularach, wybuchał płaczem

Miażdżyłem jego pneumatyczno-aerodynamiczne kości

żelazkodeskami płonącymi, krzesłami wirującymi

Jego delikatna matka, pogruchotana odwożona karetkami

karetami króla słońca, jechała na sygnale mego odrzucania

Nienawidziłem widnokręgu przypisanego mi przez los

Wypalałem ich delikatne powierzchnie i wilgotne kąty