Trudny jest ten śpiew odepchnięty, kłócący się ze sobą jednocześnie

śpiewać już nie chcę tak straszliwego udręczenia wypluwanego

Zamykam piec nastawiany na temperaturę ciał ich własnych

Odchodzę, łapiąc swój oddech znów w naturalną rytmikę

Zamorskie krainy wabią mnie swymi smakami nieznanymi

Powinnam się więc pożegnać ze wszystkim słowami znajomego

Arriverderci, brunatni z chwilowymi przebarwieniami ku Bogu

Kazalnicę mą żelazną ominęłam z daleka, nie wznosząc głosu ponad

gdyż moja brunatność oczywista, zęby połamane na pieśniach

co je licznie przed wami wywlekałam, ich kwiecistości zawiłe