Ruszę na zamorskie wycieczki przepełniona ekwipunkiem

Zatęsknię do brzegów oddalonych i pójdę na plażę się skremować

Chłodne rozmycie opłucze mnie i pochwyci mnie dla siebie

Teraz rozrzucam wam kropki na końce jak confetti czarne

Cieszmy się więc, posypujmy nimi na zakończenie piekła

tam tkwią wszystkie zakończenia, same końce właśnie tam

spalone ich lonty, kruszące się ciągle na obrusach odświętnych

płaczliwy wosk zaświadcza o ich winie i wysokim płomieniu

nie pozwoli im na jakąkolwiek restaurację dawnych pomników

Znów zęby się pokrywają zniszczeniem wyśpiewanym