bujam się w sobie, balansując, przekornie wychylając się na boki

bujam się, wyśpiewując pieśni poranne, zlepione jeszcze z nocą

Wtedy me oblicze znów się rozjaśni, znów rozpoznam kształty

które umiem dobrze nazywać po polsku i włosku i je rysować

Potrafię je jeszcze narysować swym spojrzeniem, więdnącym

Rebusy przywrócą swą rozpoznawalną treść schowaną

Roślinność na parapetach systematycznie odżyje

całkowicie zdziwiona mą pamięcią i troską nagłą

W głębokich tłach scenografii będę jednak dostrzegać te niebyty

wycofają się, ustępując temu imiennemu, foremnemu