Mrużę je, by być sędziną zaprawdę sprawiedliwą i litościwą

Jakże niepurpurowe są me szaty, lekka biel łasi się do mnie

Wszystko znów zabiorę do siebie, zlepię grzbiet zbioru pieśni

Musi być on tłusty, chroniący przed wiecznością uczulającą

mało ciągle na jej temat w miarę szczegółowych przewodników

Nikt nie wskaże nam odpowiednich linii autobusowych, nazw ulic

Nie przeczytamy na miękkich okładkach, jakie są ich przywitania

jak należy mówić i jakie gesty wykonać, nie obrażając ich?

Nieśmiało spoglądam, wychylam się na palcach, chcąc dojrzeć więcej

bujam się w mej niepewności, pewności dalszych panoram