koncentratów z niemotyli z pierwszego, z drugiego tłoczenia

które wylewają się, burzą, rozwalają wszelkie pojemniki

do przechowywania naczynia rozwalone na trzy części

Rozwalają się porcelany z dożywotnimi gwarancjami trwałości

Jakże to wszystko niepraktyczne i najpiękniej niedokładne

lepienie z niebytów piętrzących się, przy bytach rozrzucanych

Kimże jestem teraz, gdy siedzę na kanapie, spijając ostatnie nuty

kokosowym starcem, karuzelą made in Purgatorium malowaną?

Może jestem w brunatnym wbiciu ciast ciągle się przypalających?

Segregując odpady do trzech koszyków, ciągle przymrużam oczy