od łapania ostrości w ulicznym mroku

z opaską na oczach, ślepa jak niemowlę

Wszystkie pojęcia chowają się przed światłem

lekko się wycofują, bojąc się zwartej formy

Ćmy i nocne owady roztrzaskują swoje czoła

małe główki zderzone z wielką jasnością

która jest też największym zaćmieniem

największą ciemnością, ona ściga wszystkich

Szłam przez noc, zapalając papierosa od papierosa

wspominając swoich filozoficznych poprzedników