nie przypominam sobie jakiejś rodziny mdłej w tle

Za ścianą mego mieszkania ponumerowanego

przez lata, za tą ścianą była bita kobieta i dziecko

Łamał na nich meble, żelazka jakiś pijaczyna ohydny

Ja popijałem wtedy herbatę lekko już wystudzoną

patrzyłem w brudne okna, nie reagując na ich płacz

nawoływania ratunku jakieś osoby mieszkającej obok

Tak sobie siedziałem z zimną herbatą i myślałem o nich

Te ich piski ścierały się ze mną, ja tylko patrzyłem

Z czasem nawet na mych ustach pojawiał się uśmiech