Mnóstwo rannych, sami zabici, piekło na ziemi

choć teraz nie jestem pewien używania tej metafory

Walczyliśmy w kurzu czarnej chmury z deszczem kwaśnym

Nadchodziła burza gniewu, dla nas, dla mas wyginanych

dla mas wyginanych miękko-swobodnie na wietrze

Zabić wroga gwałcącego nasze łąki i miasta brudne

Jego kobiety czeszą się inaczej niż nasze, mają karminowe usta

naszym się zawsze włosy przetłuszczają, to oznaka zdrowia

Wojenne pieśni śpiewam nad głuchym jeziorem, z chórem

Wiesz, jak wygląda pejzaż pełen fontann żylnych, tętniczych