Podwiewa mi sukienkę chłód dziwny

Uderzasz mnie mocno w bok, przechodzę

W ciemnym korytarzu ramiona powtórzone

Piętra te same, podzielone tak samo na porcje

Bądź teraz, szukaj mnie, teraz ty mnie

Brudzę się grafitem ścian i rysuję na czarno

z ołowianym połyskiem łapię jeszcze błyski

Ślizgają się na mnie te larwy przejrzyste

zależne od źródła macierzystego, zależne

Piętro po piętrze biegnę po laur ściśnięty