Pieśń trzydziesta pierwsza. Pejzaż wewnętrzny

Z głębokości swojej wołam do siebie, ni nawet echa

bruna trwająca w sobie sama oducza się już śpiewać

Już nigdy nie będę śpiewać, już nigdy nie będę mówić

już nigdy nie będę śpiewać, już nigdy nie będę mówić

Moje pejzaże wewnętrzne mnożą się niezwykle regularnie

niszcząc drobne odrosty, narośla tęskne i miękkie

Kształty zdają się wykrzywiać, układać w drastyczne chichoty

Żadna farba w paletach, żaden pędzel ni szmata, bez podłoża

Maluj się, maluj, bazaltowy wielkoludzie, idą po ciebie