Musiałbyś bardzo podgłośnić, by usłyszeć

Zaczęłam płakać, bo wiedziałam wszystko

że to będzie ostatnie porzucenie, byle gdzie

Deszcz płukał moje włosy, moją sukienkę

ja skuliłam się w kulkę i schowałam się

pod dużym, prawie opiekuńczym liściem

Leżałam jak szyszka, co nieoczekiwanie spadła

pachnąca z wolna zapachem ziemi i rozkładu

Wilgoć lasu była wielka, tajemnicza, zachłanna

Wiedziałam, że nikt już nie znajdzie mnie w dżungli