oświetlanej spontanicznie żyrandolami z kryształowymi łezkami

Rzeka Magra znowu wypełnia swój sztuczny, betonowy brzeg

Polarna malina na ustach śpiewaczek zgnieciona w mękach

Na dawnych strunach głosowych grają już inni, dostosowując się

Otwarte na roścież złamania kurtynami się kłaniają przed Wijem

Trzaskają nieznanymi instrumentami, ni z dźwięków, ni z nazwy

Trzymają proporce połamane, sklejane klejami kostnymi

Niosą sztandary prześmiewcze na wymiętych kręgosłupach

Tańczą, wykrzywiając swe dusze kolorowe, ludowe, osty

Zakreśla procesja kręgi siedmiokrotnie, zawracając szybko