— Innym też roboty nie brak, a znajdują czas, by iść tam, dokąd należy!

Guttorm znowu nic na to nie odrzekł. Po chwili ozwała się Karen:

— Wszyscy z Granlien byli dziś w kościele z wyjątkiem Ingrid.

— Towarzyszyli Torbjörnowi, bo po raz pierwszy od czasu wyzdrowienia był w kościele.

— Nieszczególnie wygląda!

— Lepiej, niż się wszyscy spodziewali. Ja sam się dziwię, że z tego wyszedł cało.

— Drogo opłacił swój wybryk!

Guttorm patrzył przez chwilę przed siebie.

— Jest jeszcze taki młody... — zauważył.

— Więc to ma być wytłumaczeniem? — zawołała. — Nie, on nie ma charakteru! Nie można mu zaufać!