Guttorm oparł łokcie o stół, wziął do ręki książkę i zaczął czytać. Ale udawał tylko, bo po chwili odezwał się.

— Mówią, że całkiem przyjdzie do zdrowia!

Teraz Karen wzięła również książkę.

— To bardzo dobrze! — odrzekła. — Chłopak śliczny, to prawda. Niechże mu Bóg da opamiętanie!

Czytali przez czas jakiś, na koniec Guttorm obrócił kartkę i powiedział:

— Widziałaś, że ani razu na nią nie spojrzał?

— Zauważyłam to. Siedział jak trusia, póki nie wyszła.

Kilka minut trwało milczenie, potem ozwał się Guttorm:

— Myślisz, że o niej zapomni?

— Byłoby to najlepsze!