Guttorm czytał dalej, żona także, obracając kartkę po kartce.
— Nie podoba mi się, że Ingrid tak długo u niej wysiaduje! — ozwała się Karen.
— Synnöwe nie ma prócz niej innego towarzystwa!
— Ma nas!
Guttorm spojrzał na żonę.
— Nie trzeba być dla niej tak surowym!
Żona milczała chwilę, potem rzekła:
— Nie zabraniam jej wcale przychodzić!
Guttorm zamknął książkę, wstał i wyjrzał oknem.
— O... Ingrid odchodzi właśnie.