— Dobrze! — chciał chwycić jej ręce, ale zajęła się znowu gorliwie nawlekaniem jagód.
— Straszna to rzecz, że ty mnie tak onieśmielasz!
Zdawało mu się, że się uśmiechnęła, i znowu nie wiedział, co mówić dalej.
— Ostatecznie — wykrzyknął głośno, chociaż niepewnym głosem — powiedz, coś zrobiła z ową kartką?
Odwróciła się odeń w milczeniu. Przystąpił, otoczył ją ramieniem i poprosił szeptem:
— Powiedz!
— Spaliłam ją!
Pochwycił ją szybko, odwrócił jej twarz ku sobie, ale widząc, że się zaraz rozpłacze, puścił ją.
„To dziwne — pomyślał — że jej tak łzy na zawołanie przychodzą!”
Stali chwilę obok siebie. Nagle spytała Synnöwe: