— Żona pewnie też jedzie? — rzekł Sämund.

— Nie... zostaje.

— W Ameryce łatwo dojść do czegoś... — zaczął Torbjörn, czując, że nie należy przerywać w tym miejscu rozmowy.

— Pewnie... — potwierdził nowożeniec.

— Ale Nordhaug to wspaniała posiadłość... — zauważył Sämund.

— Za dużo tam ludzi... — odrzekł tamten i popatrzył na żonę. — Jeden zawadza drugiemu — dodał.

— Ano, to szczęśliwej drogi! — powiedział Sämund i podał mu rękę. — Niech ci Bóg da to, czego pragniesz!

Torbjörn spojrzał bystro na dawnego kolegę szkolnego i powiedział:

— Nim pojedziesz, chciałbym z tobą pomówić!

— Bardzo to miło móc z kimś poczciwie pogadać! — odrzekł, kreśląc biczyskiem jakieś znaki na dnie powózki.