— Ależ, kochanie, czemu płaczesz?

— Nie wiem... — zaszlochała.

— O byle co zaraz płacze! — rzekła matka.

Ojciec wstał i podszedł do okna.

— Idzie w naszą stronę dwóch mężczyzn — powiedział.

— Doprawdy? Do nas? — spytała matka i zbliżyła się także.

Patrzyli przez chwilę w milczeniu.

— Któż to być może? — powiedziała Karen, ale w głosie jej nie brzmiało pytanie.

— Nie wiem! — odparł Guttorm, przyglądając się zbliżającym.

— Nie mogę pogodzić jednego z drugim! — ozwała się Karen. — Nie rozumiem...