— I powinniśmy, moim zdaniem, podziękować i przystać! — oświadczył Guttorm głośno i wyraźnie, po czym odetchnął, jakby mu kamień spadł z serca. Spoglądał teraz raz po raz na żonę i Synnöwe, która skrzyżowała ręce na piersiach i oparła się o ścianę.
— Mamy tylko tę jedną córkę! — powiedziała Karen. — Musimy przeto mieć czas do namysłu.
— Jest na to rada! — rzekł Sämund. — Tylko nie wiem, co stoi na przeszkodzie odpowiedzi... rzekł niedźwiedź do chłopa, pytając, czy chce mu podarować jałówkę.
— Zdaje mi się — odezwał się Guttorm — że odpowiedź możemy dać zaraz!
Spojrzał na żonę.
— Jedną mam tylko wątpliwość — ozwała się, nie patrząc na męża — Torbjörn jest trochę awanturnikiem!
— Co do tego — stanął w jego obronie Guttorm — to zmienił się bardzo! Sama dziś mówiłaś...
— Gdyby mu można zaufać... — ozwała się wreszcie Karen.
— Tak! — zabrał głos Sämund. — Co się tego punktu tyczy, to muszę powtórzyć, co już mówiłem. Jazda będzie dobra, jeśli ona będzie miała cugle w ręku. Posiada ona nad nim niepojętą władzę. Zauważyłem to, kiedy leżał chory i nie wiadomo było, jak się skończy cała sprawa, czy wyjdzie, czy zemrze.
— Nie sprzeciwiaj się dłużej! — rzekł Guttorm do żony. — Wiesz sama, że ona tego chce, a my przecież żyjemy dla niej!