III
Niebawem rozniosły się po całej dolinie głuche wieści, ale nikt nie wiedział, jak jest w istocie. Od czasu konfirmacji Synnöwe nie widziano Torbjörna nigdy w Solbakken. Tylko Ingrid przychodziła tam często i razem z Synnöwe odbywały dalekie spacery po lesie.
— Nie bądź długo na przechadzce! — upominała Synnöwe matka.
— Dobrze! — odpowiadała córka i wracała dopiero późnym wieczorem.
Dwaj konkurenci zgłosili się ponownie.
— Ona musi sama rozstrzygnąć! — mówiła matka, a ojciec był tego samego zdania. Ale gdy wzięto Synnöwe na spytki, dała obu kosza.
— Zjawili się inni, ale nie słyszano, by któryś wrócił z Solbakken z dobrą wieścią.
Pewnego dnia, gdy obie myły kadzie na mleko, spytała matka, czy ma już kogoś upatrzonego.
Synnöwe, zaskoczona tym pytaniem, zaczerwieniła się jak wiśnia.
— Czy przyrzekłaś komu swą rękę? — badała matka, wpatrując się bystro w córkę.